Rozdział Pierwszy
Magii Świat
Brązowo włosa dziewczyna właśnie wychodziła z DDdCMM(Domu Dziecka dla Czarodziejów Ministerstwa Magii), gdy podleciała do niej sowa Ministerstwa Magii. Podała jej mały kawałek, zapisanego papieru, po czym odleciała. Dziewczyna spojrzała na drobne literki i zaczęła czytać.
"Droga Kate. Wybacz że nie zjawię się osobiście na wyjazd twojego pociągu, ale sądzę, że skoro jedziesz do Hogwartu już piąty raz, to poradzisz sobie. Jednak wiem że nie masz biletu. Nie martw się. Idź na ulicę pokątną, do księgarni. Tam sprzedawca da ci książki i bilet. Uważaj na siebie.
Stephen"
-Czy on musi się tak o mnie martwić?- powiedziała Kate, czytając list od swojego opiekuna.
Nie zwlekając, podążyła chodnikiem mijając zakręty i kałuże. Słońce delikatnie oświetlało jej blade policzki, a wiatr bawił się włosami. Dziewczyna szła rozpromieniona, uśmiechając się do przechodniów. Było się z czego cieszyć, mimo iż targała za sobą ciężkie walizki. W końcu miała wrócić do szkoły. Opuściła nareszcie mury budynku, w którym spędziła większość swojego beztroskiego dzieciństwa. Rodzina...jedyne co po nich pozostało to fotografie. Marzenia? Dziewczyna miała ich wiele, ale i tak większość z nich nie mogła się spełnić. W końcu Kate doszła do ulicy pokątnej. Przeciskając się między ludźmi, doszła do księgarni. Pierwszą osobę którą tam spotkała był Malfoy.
-Zejdź mi z drogi.- powiedział blondyn.
-Już wasza wysokość...
-No coś ty zgłupiałaś?- mały, biały królik, który siedział jej na ramieniu, zareagował tymi słowami.
-Aj...uspokój się Lusia.- powiedziała, po czym puściła do niej oczko.
Przesunęła się, pokazując ręką że może już przejść. Chłopak, parsknął i zaczął pewnie stawia kroki. Wtedy dziewczyna podstawiła mu haka, a Draco upadł na podłogę. Wybuchnęła śmiechem, podobnie jak reszta znajdujących się tam ludzi. On wstał, otrzepał się z kurzu i wyszedł bez słowa. Kate chwilkę stała, wpatrując się w jego plecy, po czym podeszła do starszego pana i drżącym głosem powiedziała:
-Jestem...
-Kate Tood?- przerwał jej.
-Tak i przyszłam...
-Po bilet i książki? Już daję.
Starszy mężczyzna uśmiechnął się, a dziewczyna odpłaciła mu tym samym. Poszedł na zaplecze, a chwilkę później Kate miała już w rękach paczkę z książkami, a w kieszeni bilet.
-A teraz pośpiesz się, bo się spóźnisz na pociąg.- powiedział, pokazując jej zegarek.
-Co?! Już tak późno?! Przepraszam...emm...to znaczy. Dowidzenia!- odpowiedziała i wybiegła.
-Tak, dowidzenia.- zaśmiał się starzec, po czym usiadł na masywnym starym krześle.
Kate pędziła co sił w nogach... Wpadła na peron i zważając na przechodzących ludzi biegła prosto do słupa, między peronem 3, a 4. Zdążyła w sam raz, bo ostanie osoby właśnie wsiadały do pociągu. Kate znalazła wolny przedział, weszła do niego i opadła na siedzenie, sapiąc. Lusia, wygramoliła się z jej kapucy, na jej ramie i powiedziała:
-Następnym razem, jak będziesz wyprawia takie rzeczy, to mnie uprzedź! Ubiorę sobie kask...
-Aj...przestań narzekać. Co ty dzisiaj taka pyskata?
-Kryzys wieku średniego...
-Co ty opowiadasz? Przecież jesteś młodsza ode mnie...
-No tak, ale normalne króliki, już by dawno nie żyły w tym wieku, w który ja mam.
-A czy ty jesteś normalnym królikiem?
-Nie...
-No to przestań narzekać. Mieć 9 lat, to nic strasznego.
Nagle drzwi do przedziału otworzyły się gwałtownie. Dwie znajome twarze spojrzały do środka. -Znów masz problemy z Lusią?- zapytała dziewczyna o blond włosach.
-Jak zawsze, Ana.- odpowiedziała Kate, śmiejąc się.
Królik zeskoczył z jej ramienia i usadowił się na jej kolanach. Kiedy Chris chciał usiąść koło jej właścicielki, ta zeskoczyła i powiedziała:
-To moje miejsce.
Chłopak momentalnie się cofną i spojrzał na nią zdziwiony. W końcu usiadł koło Any, a Kate mówiła coś Lusi na ucho. Kiedy skończyła zapytała:
-Jak tam wakacje?
-To samo co roku, całe wakacje siedziałem w domu.- stwierdził czarnowłosy, po czym oparł się o okno.
-Ja za to byłam na wakacjach, nad jeziorem. Było tam pełno facetów, świeciło słońce, była plaża i boisko do siatkówki i kosza....i jeszcze do nożnej. A jakie dobre obiady tam dawali...no mówię wam. Ale i tak mi się nudziło...A co u ciebie Kate?
-Nawet nie pytaj. Razem ze Stephen'em byłam w jakimś lesie...Było tam pełno komarów i innych pasożytów. Odgonić się od nic nie szło. Byliśmy tam, bo jakieś magiczne zwierze uciekło i trzeba było je znaleźć.... Całe dwa tygodnie w błocie...- Kate na same wspomnienie, sprawdzała czy gdzieś nie lata jakiś komar.
-I tak miałaś lepiej ode mnie...-powiedział zawiedziony Chris.
Dziewczyny spojrzały na Chrisa, którego smutna mina obijała się od szyby. Chciały go jakoś pocieszyć, ale same nie wiedziały jak. W końcu Kate też oparła się o szybę, zbliżając ich twarze. Prawie że stykały się nosami. Spojrzała w jego brązowe oczy.
-Wiesz...jeśli bym mogła to bym się z Tobą zamieniła. Ty przynajmniej masz rodziców. A jak to jest dla ciebie za mało, to przecież masz nas...masz mnie.
Chłopak zdziwił się, a jego źrenice się rozszerzyły. Spojrzał na przyjaciółkę i zaczerwienił się. Ta walnęła go lekko z pięści i powiedziała:
-I nie smuć się więcej, bo Cię walne mocniej.
Cała trójka zaczęła się śmiać, a raczej czwórka, bo Lusia też. Zaczęła zapadać noc i zbliżali się coraz bardziej do Hogwartu. Założyli czarne szaty...W końcu pociąg stanął, a serce Kate szybciej zabiło. Widok tej szkoły tak ją cieszył. W oddali zobaczyła Harrego, który rozmawiał z Ron'em. Postanowiła się przywitać, więc podeszła do nich.
-Cześć Harry. Hejka Ron.
-Cześć..- odpowiedzieli jednocześnie.
-Jak tam ten twój króliczek?- zapytał Ron.
-Czuję się dobrze.- odpowiedziała Lusia, obrażonym tonem, że to nie do niej się zwrócił.
-Widzę że jest marudna jak zawsze.- stwierdził Harry.
-Tak. Co u ciebie ciekawego?- zapytała Kate zwracając się do Harrego.
-Właściwie to...
-Właściwie to zaraz się spóźnimy. Chodźmy już. Porozmawiacie przy stole.- przerwał im Ron.
Z obrażonymi minami ruszyli w stronę powozów. Usiadła w jednym z nich i spojrzała na dziwne stworzenie które ciągnęło ten powóz. W końcu dostali się do Hogwartu. Kate chciała porozmawiać z Harrym, ale ten się gdzieś ulotnił. Usiadła przy stole Gryfonów i przez chwilkę patrzała, na nowych. Tacy mali i przestraszeni, prawie jak ona. W końcu podali kolację i wszyscy zajadali się specjałami. Odgłosy mlaskania, przerywały tylko głosy przyjaciół i jęczenie Lusi, typu: "A gdzie moja marchewka? Ja chce sałatkę!" Po kolacji, ten ciężki dzień w końcu się skończył. Kate opadła na miękkie łóżko i zamknęła na chwilkę swoje niebieskie oczy. Nagle ktoś stanął nad nią, więc ta automatycznie otworzyła oczy i usiadła na łóżku.
-Spałaś?- zapytała Ana.
-Nie, jeszcze nie.
-Co to za nowe stworzenie? To szczur?- zapytał pokazując na klatkę, która stała koło łóżka.
-Nie to koszatniczka. Dostałam ją od jakiegoś mugola, bo ten nie mógł się nią już zajmować.
Spojrzała na kręcące się w kołowrotu, małe stworzenie. Nagle za rękach zaczęła ją ciągnąć Lusia, która zapytała:
-Gdzie mój koszyk?
-Już go wyciągam.
Dziewczyna zeskoczyła z łóżka, i wyciągnęła z walizki, mały koszyk, który był wyłożony miękką, czerwoną poduszką. W środku była mała kołderka i poduszeczka. Kate ostawiła go na stoliku nocnym, po czym znów się położyła. Królik, wskoczył najpierw na łóżko, potem na stolik i wgramolił sie do koszyka.
-Ten królik sypia lepiej niż ty.- zaśmiała się blondynka.
-Racja, ale należy jej się...Nie obrazisz się jak pójdę już spać? Jestem zmęczona.
-Jasne.
Ana oddaliła się i wskoczyła do swojego łóżka. Kate zamknęła oczy i zasnęła...Przynajmniej w snach nie miała kłopotów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz