Rozdział trzeci
Kara i konsekwencje
Drugi dzień zaczął się normalnie. Aż do momentu w którym Kate miała iść na kare. Przeszła ze smutną miną po korytarzu, aż w końcu doszła już wejść do sali, kiedy zatrzymała ją ta cała Umbridge.
-Ty nie tutaj. Potter posiedzi sam. Ty co dziennie będziesz siedziała w bibliotece i pisała wypracowanie na temat tego że nie warto kłamać.
-Czyli mogę zwiać?-zapytała drwiąco.
-Nie bo będzie ci pilnował Malfoy. To dalej chłopcze choć już.
Wyszedł zza jej pleców, z tym dziwnym uśmiechem na twarzy.
-On? Świetnie...-wyszeptała, to miała być najgorsza kara w jej życiu.
-Aha, zapomniałam ci coś powiedzieć.-powiedziała jadowitym tonem.
-Ta...to znaczy słucham?
-Tego twojego królika masz zostawiać w dormitorium.
-A to niby dlaczego?!-wrzasnęła Lusia wystawiając łeb z kaptura Kate.
-Bo tak mi się podoba.-stwierdziła, po czym weszła i zatrzasnęła drzwi.
Kate zrezygnowana powlokła się do biblioteki. Usiadła i zaczęła coś pisać, po czym wstała, aby zabrać sobie jakaś książkę. Draco złapał ją za rękę i powiedział:
-A ty gdzie?
-Po książkę, jeszcze nigdzie nie uciekam.
Puścił ją a ta stanęła na chwilkę i zamyśliła się. Powiedziała:
-Nie rozumiem, czemu to robisz? Nie wolałbyś męczyć jakiś dzieciaków?
-Wole męczyć ciebie.-powiedział drwiącym głosem.
-Ale co ty z tego masz?
-Nic...Satysfakcję.- powiedział szczerząc zęby.
-Ja ci jej nie dam. Mnie najgorsza tortura nie ugnie, chociaż twoje śmierdzące towarzystwo może być jeszcze gorsze.- zakończyła.
Podeszła do półki i wzięła pierwszą lepszą książkę. Zaczytała się w niej udając że jest jej to potrzebne do wypracowania. Tak naprawdę czytała o transmutacji dla profesor McGonagall. W końcu kara dobiegła końca i Kate chciała wstać z krzesła, kiedy poczuła że ma związane nogi i upadła razem z nim z podłogę. Malfoy śmiał się, a jej wcale nie było do śmiechu. Pozbierała swoje rzeczy i zabrała książkę o transmutacji. Rzuciła pogardliwe spojrzenie blondynowi i wyszła z biblioteki. Napotkała brata Any.
-Hej Kate.-powiedział.
-Hej Peter.- spojrzała na niego.-Co ty taki uradowany?
-Słyszałem że masz karę. -powiedział.
-I to jest niby takie śmieszne?
-A kiedy ostatnio miałaś karę? Jak zjadłaś lizaka koleżanki?
-Zamknij się!- krzyknęła.
-No dobra przepraszam.-spojrzał na jej twarz, bliską płaczu i przypomniał sobie.-Ja...zapomniałem.Wybacz, wszystko przez te test, wiesz. Mieszają nam w głowie. Zresztą wiesz coś o tym ,prawda?
-O czym?-zdziwiła się i cała złość jej przeszła.
-Przecież macie SUM-y w tym roku. Nie wiesz?
-No teraz już wiem.
-W ogóle to dziwna rzecz. Trzeba zdecydować kim się chce być.- stwierdził.
-Tak? A ty co wybrałeś? Miałeś SUM-y dwa lata temu.
-Ja? Chcę zostać aurorem. To moje marzenie od dzieciństwa.
-Ta moje też. Moi rodzice nimi byli.- powiedziała, zachciało jej się płakać, ale nie chciała tego pokazać więc uśmiechnęła się.
W końcu doszli do pokoju wspólnego i Kate powiedziała:
-Mimbulus mimbletonia.
Gruba Dama wpuściła ich do środka. W pokoju wspólnym jak zawsze był dużo szumu, ale Ana od razu ją zauważyła i podbiegła do nich.
-Hej Kate, jak było?-powiedziała, a kiedy zobaczyła brata dodała-O Peter. Cześć.
-Widzę że nie bardzo się cieszysz ze mnie widzisz siostrzyczko. Czyżby to znowu zazdrość?- powiedział.
-O żesz ty!- chciała się na niego rzucić, ale zatrzymała ją Kate.
-Zostawcie sobie te czułości na potem.-powiedziała.
Weszła bez słowa do dormitorium dziewczyn, słysząc za sobą słowa kłótni Petera i Any. W końcu ucichły za zamkniętymi drzwiami. Usiadła na łóżku i spojrzała za okno. Dzisiaj nie miała na nic ochoty, poza jedną rzeczą. Postanowiła się wyrwać ze szkoły. Wiele razy to robiła, ale ta Umbridge mogła jej wszystko pokrzyżować. Kiedy przyszła Ana, Kate udała że śpi. Po krótkim czasie usłyszała ciche pochrapywanie. Wtedy ześlizgnęła się z łóżka i wyszła do pokoju wspólnego. Była pewne że nikogo tam nie zastanie, a jednak siedział tam Harry, Ron i Hermiona. Spojrzała na nich, ale ci nic nie powiedzieli. Podeszła do obrazu i chciała już wyjść, kiedy zawołał ją Harry:
-Czekaj!
-Co znowu?- zapytała.
-Gdzie idziesz?-zapytał Ron.
-To nie twój interes!- powiedziała Kate.
-Nie powinnaś wychodzić o tej porze, jakiś nauczyciel cię nakryje.- powiedziała z troską w głosie Hermiona.
-Jasne...Już i tak mam jedną kare druga mi nie zaszkodzi.
-Mogą cię wyrzucić ze szkoły!- próbowała ją dalej przekonać.
-Mnie to już nie obchodzi i tak bym wolała być gdzieś indziej.- wyrecytowała cała czerwona ze złości.
-Przy Lupinie?- zapytał Harry.
-Skąd...skąd ty to wiesz?
-Podsłuchałem...jak rozmawiał z Syriuszem.-powiedział cicho, bo nie był za bardzo z tego dumy, że podsłuchiwał.
-Taaa...Syriusz. Jak go ostatnio widziałam to mnie dziabną w ła...rękę tak że mam do teraz bliznę.
-To dziwne...-zająknęła się Hermiona.
-Chociaż mu się nie dziwię, rzucił się na mnie, bo mnie nie znał. Mało kto wie...że... ah nie ważne.- zakończył i wyszła za obraz.
Harry wybiegł za nią, ale jej nie zobaczył. Ujrzał tylko pobłyskującą w świetle księżyca sierść i ogon znikający w ciemności. Kate biegła teraz co sił w wilczych łapach. Czasem sobie myślała że fajnie być animagiem. Wiele razy ratowała Remusowi życie, lub osób w jego otoczeniu. W końcu wybiegła na błonie i wbiegła do zakazanego lasu. Z tej wysokości wyglądał całkowicie inaczej. W końcu odbiegła już spory kawałek i zatrzymała się. Przez korony drzew ujrzała wielki księżyc który rozjaśniał wszystko swoją poświatą. Zawyła długo i przeciągle, a w pokoju wspólnym Gryfonów, Ron'a aż ciarki przeszły. Harry był nachylony nad mapą Huncwotów, ale w końcu zmorzył go sen i powlókł się za Ron'em do dormitorium. Krótko po tym i Kate wróciła z zakazanego lasu i położyła się spać z widoczną ulgą na sercu.
*
Po tygodniu kara w końcu się skończyła i Kate nie bardzo chciała zaczynać następną. Zawaliła ją wielka góra zadań domowych do nadrobienia. Cały weekend siedziała w pokoju wspólnym, zamiast chodzić po błoniach. Ana i Chris, którzy odrobili wszystko w ciągu tygodnia, raczej z nią nie przesiadywali. Ale Kate nie była o to na nich wściekła. Rozumiała że chcą spędzić czas na świeżym powietrzu, a nie ciągle przebywać w zamku. Jedyną osobą, która chcą nie chcąc, siedziała z nią, był Peter. Pomagał jej w nadrabianiu albo po prostu towarzyszył, robiąc swoje zadania. Może dlatego nie chciała im towarzyszyć Ana? Nie bardzo przepadała za swoim bratem, jeśli przebywali w jednym pomieszczeniu wspólnie zbyt długo, zawsze się kłócili. Zaczynało sie od wyrzutów Any, bo jak ona mogła się równać z Peterem. Matka, lubiła jej wypominać, że jej brat jest lepszy z tego, w tym miał lepsze wyniki, a w czymś jeszcze innym był pierwszy w szkole. Znienawidziła go przez to tak, że nawet nie mogła na niego spojrzeć, nie powstrzymując się od zwymiotowania.
Jej brat, właściwie nie był, jakimś chwali piętą. Przynajmniej Kate się tak wydawało. Kiedy razem rozmawiali, wydawał się całkiem normalny, za dużo nie mówił, co zrobił lepiej czy gorzej. Ale przy Anie... To już była inna sprawa. Co prawda, nie wypominał jej co robi źle, ale lubił mówić że jest o niego zazdrosna(co przeczytaliście wyżej). Kate nie mogła tego zrozumieć, bo nigdy rodzeństwa nie miała, ale to chyba było coś jak współzawodnictwo. Kogo mama częściej pochwali. Wydawało się to dosyć dziwne, szczególnie jej. Tym dziwniejsze, im więcej lat mieli oboje. Z każdym rokiem przenosiło się to na coraz to inne tory. Chris martwił się że za kilka lat, zaczną walczyć na śmierć i życie, a z biegiem ostatnich wydarzeń wydawało się to coraz bliższe.
Słońce wpadało przez okna, kiedy późnym popołudniem, w końcu Kate zakończył nadrabianie. Przeciągnęła się, aż stary fotel, na którym siedziała, przechylił się niebezpiecznie.
-Skończyliśmy, co?- zapytał Peter.
-Ja, na pewno. Już nic więcej mi nie zostało...
-Tak, ja też już kończę.- stwierdził i wrócił do pisania.
Przez chwilkę patrzała na pergamin Petera, ale później odwróciła się i popatrzała na Pokój Wspólny. Mało kto tu był. Właściwie to tylko oni i grupka drugoklasistów, grających w Szachy Czarodziejów. Pozbierała swoje rzeczy i rzucając krótkie: zaraz wracam, poszła do sypialni. Na łóżku siedziała Lusia. Kiedy tylko zobaczyła swoją panią, zaraz podskoczyła radośnie.
-Nudzi mi się, wiesz?- stwierdziła cicho króliczka.
-Tak, wiem.- powiedziała Kate, kładąc książki na stoliku nocnym.-Ale wiesz, że nie mogę zabierać ciebie z dormitorium.
Ta spuściła tylko głowę, po której Kate pogładziła ją lekko. Zostawiając swojego ukochanego królika samego, wyszła z dormitorium i zbiegła po schodach. Prawie wpadła na George'a , ale zdążyła odskoczyć.
-Gdzie się tak spieszysz?- zapytał beztrosko Wesley.
-Właściwie to nigdzie...- stwierdziła, robiąc obojętną minę.
Spojrzała gdzieś w bok, a później na Petera.
-Ach, tak. Rozumiem...- powiedział.
-Nie, to nie jest tak...-zaczęła się tłumaczyć, ale zrozumiała że wyszło jeszcze gorzej.-Tylko...
-Spokojnie. Przecież ja nic nie mówię.- powiedział i poszedł do dormitorium.
Kate zrobiło się jakoś głupio. Podeszła do Petera i smutnym głosem z domieszką goryczy powiedziała:
-Zobaczymy się później.
W jego odczuciu brzmiało to jak:"Już nigdy się nie zobaczymy...". Wyszła na korytarz. Jak on mógł sobie pomyśleć, że ona i Peter... Ona i Peter?! Właściwie sama nie widziała co o tym myśleć. Zeszła do biblioteki. Chociaż sama nie wiedziała, po co. Ale jednak weszła do środka i zaczęła krążyć między rzędami półek. Jak on się tu dostał?- myślała... Wróciła do rozmyślania na jej "gościem". Wiedziała że jest jakiś sposób, ale jaki. Ale jak? Jak to możliwe.... Eliksir wielosokowy? Właściwie, możliwe że wyglądał by jak uczeń, ale czy by się przedostał do szkoły? Więc jak? Dlaczego Gruba Dama go przepuściła? Znał hasło, to pewne, ale dlaczego?
Wyciągała losowe książki. Wiedziała że gdzieś już to czytała... Albo nie, nie czytała. Słyszała o tym, ale kto jej to mówił? Krążyła tak może ze 10 minut, aż nagle w oczy rzuciła jej się książka do transmutacji...
-Ale jestem głupia...- stwierdziła i wybiegła z biblioteki.
Pobiegła w stronę Wielkiej Sali. Wiedziała że zbliża się już pora kolacji, więc postanowiła poczekać tam na swoich przyjaciół. Długo nie czekała, bo po kilku minutach, zobaczyła Anę, która tłumaczyła coś Chrisowi.
-Słuchajcie, nie uwierzycie co wymyśliłam...- mówiła z przejęciem kiedy siadali przy stole.
-Ja tam tylko wiem, że jestem głodny.- powiedział Chris, łapiąc za talerz.
-Może troszkę kultury, co? Posłuchajmy, co ma do powiedzenia Kate.- Ana skarciła go, odkładając Proroka Wieczornego na stół.
-Piszą coś ciekawego?-zagadała Kate, pokazując na gazetę.
-Właściwie to nic...A ty nie miałaś nam czegoś do powiedzenia?
-Ah...tak! Słuchajcie, ja już wiem jak On się dostał do zamku.
Nachylili się nad nią, a ona z ciszyła głos, tak żeby tylko oni to słyszeli.
-Myślę, że On jest animagiem... Pamiętacie Syriusza? On też był animagiem i mógł swobodnie sobie chodzić po terenie szkoły. Sądzę że tutaj jest tak samo.
-I co przez tydzień to wymyślałaś?- powiedział, po czym dostał od Any w głowę i dodał-Ała, za co?
-Za żywota...- warknęła.
-Hej, hej spokojnie. To może zaczniemy już jeść? Jestem strasznie głodna.
Kate nałożyła sobie troszkę jakieś pieczeni, a kiedy skończyła ją jeść, znalazła jakieś warzywa itp. rzeczy dla Lusi. Kiedy wszyscy skoczyli jeść Ana zapytała o Petera. Nie bardzo było co opowiadać, więc kiedy Kate skończyła, blondynka powiedziała:
-A umiałaś oddychać przy tym jego wielkim ego?
-Wiesz, sądzę że przesadzasz.- powiedziała Kate.
-Tak, wieszasz na nim psy, tylko dlatego że jest chłopakiem i że jest troskę lepszy od ciebie.
-Wcale nie dlatego... Wy w ogóle nic nie rozumiecie. Nie słyszeliście tego, co ja. Peter to, a Peter tamto...
-Tak, ale to mówi twoja mama, a nie on. Co nie?
-Nie rozumiem dlaczego go bronisz, Kate. Może ty i on?
-Nie wiem o co ci chodzi? Ja i on? O czym ty w ogóle gadasz. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
-Tylko? Na pewno?
-Tak, na pewno. A jak nie wierzysz, to się go spytaj.
Wstała bardzo gwałtownie, ale kiedy stwierdziła że inni się na nią dziwnie patrzą, usiadła z powrotem. Spojrzała z oburzeniem na Anę i odwróciła się do Chrisa. Ujrzała braci Wesley'ów, więc się uśmiechnęła. Jeden odpowiedział jej także uśmiechem, a drugi udał że jej nie widzi. Teraz była już zbulwersowana. Znowu się podniosła, tym razem powoli i jakby nigdy nic, wyszła sobie. Chris pobiegł za nią, ale jej przyjaciółka dalej siedziała na swoim miejscu. W drodze do Pokoju Wspólnego zdążyła ochłonąć i zaczekała przy wejściu na Anę. Kiedy ta weszła, Kate podbiegła do niej i wszystko sobie wyjaśniły... Weszły do dormitorium, przebrały się i ułożyły w łóżkach. Blondynka jak zwykle szybko usnęła. Kate za to dużo myślała. Wszystko trzeba było przemyśleć. Postanowiła jak na razie nie spędzać czasu z Peterem. Ale czy ona lubi Geogrge'a? "Zdaje mi się tylko. To przyjaciel... Tylko."- wmawiała sobie. Kiedy w końcu usnęła, męczyły ją dziwne sny. Znów te o tym że biegnie i woła kogoś, ale nie może nic powiedzieć. Później śniło jej się że Lupin podaje jej śniadanie w różowym fartuszku.
Jej brat, właściwie nie był, jakimś chwali piętą. Przynajmniej Kate się tak wydawało. Kiedy razem rozmawiali, wydawał się całkiem normalny, za dużo nie mówił, co zrobił lepiej czy gorzej. Ale przy Anie... To już była inna sprawa. Co prawda, nie wypominał jej co robi źle, ale lubił mówić że jest o niego zazdrosna(co przeczytaliście wyżej). Kate nie mogła tego zrozumieć, bo nigdy rodzeństwa nie miała, ale to chyba było coś jak współzawodnictwo. Kogo mama częściej pochwali. Wydawało się to dosyć dziwne, szczególnie jej. Tym dziwniejsze, im więcej lat mieli oboje. Z każdym rokiem przenosiło się to na coraz to inne tory. Chris martwił się że za kilka lat, zaczną walczyć na śmierć i życie, a z biegiem ostatnich wydarzeń wydawało się to coraz bliższe.
Słońce wpadało przez okna, kiedy późnym popołudniem, w końcu Kate zakończył nadrabianie. Przeciągnęła się, aż stary fotel, na którym siedziała, przechylił się niebezpiecznie.
-Skończyliśmy, co?- zapytał Peter.
-Ja, na pewno. Już nic więcej mi nie zostało...
-Tak, ja też już kończę.- stwierdził i wrócił do pisania.
Przez chwilkę patrzała na pergamin Petera, ale później odwróciła się i popatrzała na Pokój Wspólny. Mało kto tu był. Właściwie to tylko oni i grupka drugoklasistów, grających w Szachy Czarodziejów. Pozbierała swoje rzeczy i rzucając krótkie: zaraz wracam, poszła do sypialni. Na łóżku siedziała Lusia. Kiedy tylko zobaczyła swoją panią, zaraz podskoczyła radośnie.
-Nudzi mi się, wiesz?- stwierdziła cicho króliczka.
-Tak, wiem.- powiedziała Kate, kładąc książki na stoliku nocnym.-Ale wiesz, że nie mogę zabierać ciebie z dormitorium.
Ta spuściła tylko głowę, po której Kate pogładziła ją lekko. Zostawiając swojego ukochanego królika samego, wyszła z dormitorium i zbiegła po schodach. Prawie wpadła na George'a , ale zdążyła odskoczyć.
-Gdzie się tak spieszysz?- zapytał beztrosko Wesley.
-Właściwie to nigdzie...- stwierdziła, robiąc obojętną minę.
Spojrzała gdzieś w bok, a później na Petera.
-Ach, tak. Rozumiem...- powiedział.
-Nie, to nie jest tak...-zaczęła się tłumaczyć, ale zrozumiała że wyszło jeszcze gorzej.-Tylko...
-Spokojnie. Przecież ja nic nie mówię.- powiedział i poszedł do dormitorium.
Kate zrobiło się jakoś głupio. Podeszła do Petera i smutnym głosem z domieszką goryczy powiedziała:
-Zobaczymy się później.
W jego odczuciu brzmiało to jak:"Już nigdy się nie zobaczymy...". Wyszła na korytarz. Jak on mógł sobie pomyśleć, że ona i Peter... Ona i Peter?! Właściwie sama nie widziała co o tym myśleć. Zeszła do biblioteki. Chociaż sama nie wiedziała, po co. Ale jednak weszła do środka i zaczęła krążyć między rzędami półek. Jak on się tu dostał?- myślała... Wróciła do rozmyślania na jej "gościem". Wiedziała że jest jakiś sposób, ale jaki. Ale jak? Jak to możliwe.... Eliksir wielosokowy? Właściwie, możliwe że wyglądał by jak uczeń, ale czy by się przedostał do szkoły? Więc jak? Dlaczego Gruba Dama go przepuściła? Znał hasło, to pewne, ale dlaczego?
Wyciągała losowe książki. Wiedziała że gdzieś już to czytała... Albo nie, nie czytała. Słyszała o tym, ale kto jej to mówił? Krążyła tak może ze 10 minut, aż nagle w oczy rzuciła jej się książka do transmutacji...
-Ale jestem głupia...- stwierdziła i wybiegła z biblioteki.
Pobiegła w stronę Wielkiej Sali. Wiedziała że zbliża się już pora kolacji, więc postanowiła poczekać tam na swoich przyjaciół. Długo nie czekała, bo po kilku minutach, zobaczyła Anę, która tłumaczyła coś Chrisowi.
-Słuchajcie, nie uwierzycie co wymyśliłam...- mówiła z przejęciem kiedy siadali przy stole.
-Ja tam tylko wiem, że jestem głodny.- powiedział Chris, łapiąc za talerz.
-Może troszkę kultury, co? Posłuchajmy, co ma do powiedzenia Kate.- Ana skarciła go, odkładając Proroka Wieczornego na stół.
-Piszą coś ciekawego?-zagadała Kate, pokazując na gazetę.
-Właściwie to nic...A ty nie miałaś nam czegoś do powiedzenia?
-Ah...tak! Słuchajcie, ja już wiem jak On się dostał do zamku.
Nachylili się nad nią, a ona z ciszyła głos, tak żeby tylko oni to słyszeli.
-Myślę, że On jest animagiem... Pamiętacie Syriusza? On też był animagiem i mógł swobodnie sobie chodzić po terenie szkoły. Sądzę że tutaj jest tak samo.
-I co przez tydzień to wymyślałaś?- powiedział, po czym dostał od Any w głowę i dodał-Ała, za co?
-Za żywota...- warknęła.
-Hej, hej spokojnie. To może zaczniemy już jeść? Jestem strasznie głodna.
Kate nałożyła sobie troszkę jakieś pieczeni, a kiedy skończyła ją jeść, znalazła jakieś warzywa itp. rzeczy dla Lusi. Kiedy wszyscy skoczyli jeść Ana zapytała o Petera. Nie bardzo było co opowiadać, więc kiedy Kate skończyła, blondynka powiedziała:
-A umiałaś oddychać przy tym jego wielkim ego?
-Wiesz, sądzę że przesadzasz.- powiedziała Kate.
-Tak, wieszasz na nim psy, tylko dlatego że jest chłopakiem i że jest troskę lepszy od ciebie.
-Wcale nie dlatego... Wy w ogóle nic nie rozumiecie. Nie słyszeliście tego, co ja. Peter to, a Peter tamto...
-Tak, ale to mówi twoja mama, a nie on. Co nie?
-Nie rozumiem dlaczego go bronisz, Kate. Może ty i on?
-Nie wiem o co ci chodzi? Ja i on? O czym ty w ogóle gadasz. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
-Tylko? Na pewno?
-Tak, na pewno. A jak nie wierzysz, to się go spytaj.
Wstała bardzo gwałtownie, ale kiedy stwierdziła że inni się na nią dziwnie patrzą, usiadła z powrotem. Spojrzała z oburzeniem na Anę i odwróciła się do Chrisa. Ujrzała braci Wesley'ów, więc się uśmiechnęła. Jeden odpowiedział jej także uśmiechem, a drugi udał że jej nie widzi. Teraz była już zbulwersowana. Znowu się podniosła, tym razem powoli i jakby nigdy nic, wyszła sobie. Chris pobiegł za nią, ale jej przyjaciółka dalej siedziała na swoim miejscu. W drodze do Pokoju Wspólnego zdążyła ochłonąć i zaczekała przy wejściu na Anę. Kiedy ta weszła, Kate podbiegła do niej i wszystko sobie wyjaśniły... Weszły do dormitorium, przebrały się i ułożyły w łóżkach. Blondynka jak zwykle szybko usnęła. Kate za to dużo myślała. Wszystko trzeba było przemyśleć. Postanowiła jak na razie nie spędzać czasu z Peterem. Ale czy ona lubi Geogrge'a? "Zdaje mi się tylko. To przyjaciel... Tylko."- wmawiała sobie. Kiedy w końcu usnęła, męczyły ją dziwne sny. Znów te o tym że biegnie i woła kogoś, ale nie może nic powiedzieć. Później śniło jej się że Lupin podaje jej śniadanie w różowym fartuszku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz