wtorek, 3 lutego 2009
Serce kryminalisty cz.1
Rozdział pierwszy
“Nie uchwytny jak wiatr”
Duże biuro. Kanapa, wielka biała tablica, przeszklona ściana wychodząca na korytarz zakryta żaluzjami. Na końcu pokoju stoi biurko, a na nim tabliczka z napisem “Kate McMiliam”. Tam zaciszny kąt znalazła brunetka pogrążona w śnie. Za nią stała wielka szafa, pełna książek, kartotek, akt i innych papierów, które zdążyły się nazbierać przez trzy lata, które tutaj spędziły już dwa zespoły. Ściany były białe, zresztą tak jak sufit, tak przygnębiające jak w sali szpitalnej. Okno wychodziły na wschód, a za jego zbrudzoną od deszczu szybą powoli wstawał poranek. Podłoga była wyłożona zielonym linoleum i był to jedyny weselszy akcent, na tle szarych mebli.
Głowa policjantki była złożona na aktach “Kolekcjonera”. Tak zawali go razem z zespołem. Nie umieli go znaleźć. Niestety nie pozostawił po sobie zbyt dużych śladów. A tak właściwie to żadnych. Nie mogli nic wymyślić, od tygodnia błądzili w ślepym kole nikłych poszlak, przepytali rodziny ofiar, nauczycieli, przyjaciół. Tak trudnej sprawy Kate dawno nie rozwiązywała, dawno już nie zostawała na noc z pracy. Jej znużone oczy zamknęły się około godziny czwartej rano, po kilkunastu godzinach bez owocnych poszukiwań. Szukała jakiśkolwiek powiązań, ale nie znalazła nic poza liceum, do którego chodziły dziewczyny i tym że wszystkie miały blond włosy...
Około godziny siódmej rano, jej partner Chris, wszedł na placach do biura. Wrzucił jej jakieś papiery koło głowy i wyszedł. Wrócił około godziny później z resztą “podopiecznych” i niestety nie tylko.
-Obudźmy ją....- powiedział cicho Peter.
-Może lepiej nie.
-Przestań Chris, dobrze wiesz że jest nam potrzebna.- powiedział Ben i położył kubek z kawą koło akt.
Zaczęli się cicho kłócić. Ale mówili już coraz głośniej, dzięki czemu ona sama się obudziła. Podniosła głowę i spojrzała na nich zaspanymi oczami. Twarz miała umazaną atramentem, a włosy w nieładzie. Nie bardzo wiedziała co się dzieje, dopiero później, kiedy troszkę doszła do siebie powiedziała:
-Czego tak wrzeszczycie?
Obrócili się i z troszkę przerażonymi minami spojrzeli w jej stronę. Na szczęście nie miała wyrazu twarzy, który by świadczył że ma ochotę ich wszystkich zabić, więc Peter pozwolił sobie na mały żart:
-Kupiliśmy pizzę dla całego oddziału na twój koszt i sprzeczamy się, kto dostanie tą z szynką.
-Że co?!
Tak szybko wstała, że przewróciła krzesło. Chłopcy cofnęli się o krok do tyłu, ale wzięła głęboki oddech i podniosła przewrócony mebel, po czym opadła na oparcie.
-Spokojnie, żartowałem. Dzisiaj ja stawiam-powiedział i wyszedł.
Skierował się do swojego biura. Było tak samo szare jak wszystkie inne. Był tu szefem i jednym z pierwszych przyjaciół Kate z pracy. Oboje pracowali tu już bardzo długo, przez pewien czas nawet w jednym zespole. Usiadł w masywnym fotelu. Oparł głowę na łokciach. Zamknął swoje błękitne oczy, a rękami gładził blond włosy. Na chwilkę odpłynął od rzeczywistości i problemów. Właściwie nie wiedział, co go tak do niej ciągnęło. Była wredna dla wszystkich, napadała na dziennikarzy, trzaskała jego drzwiami i drwiła z poczynań. Ale ona, zawsze taka była. Dlatego szybko awansowała i dostała własny zespół. Poza wielkimi zdolnościami znęcania się psychicznego nad pracownikami, umiała nawiązać z nimi pewną specyficzną więź. Nie była to może wzorowa przyjaźń, ale szacunek z którym oni się do niej odnosili, był niezwykły. Każdy facet w jej zespole najpierw mówił że nigdy nie da sie zdominować babie, a jednak byli ulegli jak baranki po pierwszym miesiącu. Wszystko do sprawiało że byli jednym z najlepszych zespołów w tym mieście. Rozwiązywali sprawy w mgnieniu oka. Oprócz tej jednej.
Kate oparła się o okno i napiła z kubka który miała z ręce. Od razu zwróciła większość napoju na bluzę Ben'a.
-Kawa? Ja nie cierpię kawy...Młody by wiedział, że ja pije tylko herbatę. A tak właściwie to gdzie on jest?
-Wyjechał na pogrzeb babci.- odpowiedział jej partner, który siedział do nich plecami.
-Świetnie... Jeszcze tego nam brakowało. Ben, idź się przebrać i przynieś mi herbaty.
Wybiegł na tyle szybko na ile mu pozwalały jego krótkie nóżki... Był niski, troszkę przy sobie, w ogóle nie wyglądał na śledczego,a raczej na drogowca, który zajada się pączkami, które zresztą lubił tak samo jak inne słodkości. Jednak miał jeden, a właściwie dwa talenty, który nazywały się spokój i opanowanie. Nie jeździł na akcje, to nie była praca dla niego. Siedział w budynku, gdzie zawsze było ciepło, szukał w komputerze różnych informacji. Łeb miał nie od parady. Umiał zapamiętać setki numerów telefonów, adresów, nazwiska i wiele innych rzeczy które akurat mogły się przydać. Przesłuchiwał świadków i robił to w tak zadziwiający sposób, że zawsze dowiedział się czego chciał. Miał wiele znajomości w całym mieście, jak i poza nim. Posiadał jeszcze jedną cechę charakteru, która pozwalała mu się jakoś trzymać. Był wytrzymały na ciągłe obelgi i złośliwe uwagi swojej szefowej. Tak ją zadziwiał, że nie mogła przestać wypróbowywać na nim nowych sztuczek i powiedzonek. Przyjmował je z uśmiechem na twarzy i czasem dodawał:”Może masz rację, chyba muszę troszkę schudnąć”. Był szczęśliwym ojcem dwójki dzieci i nic innego mu nie było potrzebne.
Kiedy wrócił, usadowił się wygodnie w kanapie na przeciwko mapy miasta, do której Chris przypinał różnokolorowe pinezki. Jego czarne włosy, błyszczały w przed południowym słońcu, które wdzierało się do środka. Kate usiadła koło Ben'a i delektowała się herbatą. Patrzała na mapę, ale jakoś nadal tylko przy szkole było pięć punktów. To było jedyne wspólne miejsce. Zapadła cisza, a cała trójka wpatrywała się w mapę. Zegarek tykał ociężale, każdy słyszał bicie swego serca. Myśli kłębiły się w głowie brunetki... Nic nie umiała wymyślić. Ciszę przerwał telefon. Dzwonił kilka sekund, zanim Kate otrząsnęła się z transu i podbiegła do biurka, na którym jej komórka lekko drżała. Uchwyciła ją w dłoń i odebrała....
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz