piątek, 24 października 2008

Kate Tood i Biały Kruk cz.2



Rozdział Drugi
Oszukać przeznaczenie


Była już 10:20. Czyli już dawno po rozpoczęciu zajęć. Lusia właśnie wtrącała dziewczynę.

-Co ty robisz?! Wstawaj! Pierwszy dzień szkoły i ty się spóźnisz.
Kate ociężale, wygramoliła się z łóżka. Przeczesała brązowe włosy i ubrała się, po czym chwyciła książki i zbiegła na dól, do sali eliksirów. Zapukała i delikatnie popchnęła drzwi. Powiedziała:
-Dzień dobry...przepraszam za....
-Wyjdź!- przerwał jej Snape.
-Słucham?- zapytała uprzejmie.
-Odejmuje Gryfindor'owi 10 punktów. Wyjdź!
-Ale przecież ja nic nie zrobiłam...-zawstydziła się.
-Minus 15 punktów...- kontynuował.
Kate zdziwiła się i spojrzała na kolegów. Zdziwienie malowało się na twarzach Gryfonów. Za to podopieczni Snape byli zadowoleni i uśmiechali się lub śmiali. Dla dobra reszty wyszła z klasy i usiadła na schodach. Zalała się łzami.... Jeszcze nigdy tak nie zawiodła swoich przyjaciół. Nagle coś czarnego przemknęło przed nią i zniknęło za rogiem.
-Co to było?- zapytała.
-Nie wiem...- Lusia wygramoliła się na jej ramie.
Odruchowo wstała i popędziła za owym cieniem. Ze zdziwieniem stwierdziła że zmierza on do Pokoju Wspólnego Gryfindor'u. Po cichu podążała za nim. Wypowiedział hasło i wszedł do środka. Kate przyśpieszyła i zdążyła niezauważenie wślizgną się, zanim obraz zamknął przejście. Przykucnęła za fotelem i obserwowała czarną postać. Dużo wyższa od niej, w kapturze i czarnym długim, poszarpanym płaszczu. Kiedy Kate przyjrzała się dokładniej, stwierdziła że to prawdopodobnie mężczyzna....Można by pomyśleć, że był dobrze zbudowany i silny. Rozejrzał się po pokoju, po czym wszedł po schodach i wkroczył do pokoju dziewcząt. Dziewczyna poszła za nim. Ukradkiem spojrzała zza szafy i ujrzała że szuka czegoś w jej rzeczach. Wyciągnęła z kieszeni różdżkę. Trzymała ją kurczowo...Jej serce coraz szybciej biło. W końcu zdecydowała się, aby zaatakować. Wyszła na środek pokoju i kierują różdżkę w stronę nieznajomego powiedziała:
-Czego tutaj szukasz!?
Ten odwrócił się i spojrzał na nią. Przez kaptur nie mogła dostrzec jego twarzy. Zauważyła tylko blond włosy, które wychodziły zza materiału. Postać chwyciła jej miotłę, i wyleciała przez okno. Ta podbiegła do niego i wychylając się, krzyknęła pierwsze lepsze zaklęcie. Jednak to nic nie dało. Mężczyzna zniknął w obłokach.
-Kto to był?- zadała na głos pytanie.
-Nie wiem...-wystraszona Lusia, wystawiła puchaty łebek, z włosów Kate.
-Ale co gorsze, czego chciał?
-Szukał czegoś ważnego...bardzo! Skoro był tak odważny że przyszedł tu w czasie lekcji.
-To było przeznaczenie że się spóźniłam. Gdyby nie to, to bym o tym nie wiedziała....Ale ja nic takiego nie mam. Chyba że chodziło o coś co należało do moich rodziców....
-Myślisz?
-No, a co innego. Pamiętam taką jedną książkę, o której tata mówił, że dostane ją jak przyjdzie czas.
-Może o to chodziło?
-Zapewne....a teraz ważniejsza sprawa. Trzeba to zgłosić Dumbledor'owi.
Dziewczyna wyszła z dormitorium i pobiegła po schodach. W biegu postanowiła iść najpierw do najbardziej zaufanego nauczyciela. Podeszła pod klasę i spróbowała złapać oddech. Kiedy uspokoiła się, popchnęła lekko drzwi do klasy pani McGonagall.
-Dzień dobry i przepraszam że przerywam pani w lekcji, ale czy można panią na chwilkę poprosić...dłuższą.
Profesorka spojrzała na nią z przerażeniem. Wiedziała że Kate nie prosiła by o coś takiego, bez powodu i widziała jej niebywały wyraz twarzy.
-Dobrze...-odpowiedziała krótko.
Kiedy wychodziła powiedziała do klasy:
-Skończcie czytać rozdział 1, a jak skończycie to napiszcie z niego notatkę. Jeśli zadzwoni dzwonek wyjdźcie z klasy. A i jeszcze jedno...Ma tu być cisza. Na następnej lekcji przepytam was z tego materiału.- zakończyła po czym trzasnęła drzwiami.
-Co się stało?- zapytała z troską w głosie.
-Więc to się zaczęło od tego że spóźniłam na lekcje eliksirów. Odjęto mi punkty i wyproszono z klasy. Wtedy Go zobaczyłam. Najpierw wydawała mi się być duchem. ale tak na prawdę to był wysoki mężczyzna o blond włosach. Nie widziałam jego twarzy...Przeszukiwał moje rzeczy i zbiegł na mojej miotle.
Nauczycielka była zdezorientowana....
-Jakiś obcy mężczyzna? Tutaj?
-Tak, przeszukiwał moje rzeczy. Na prawdę!
-Dobrze...ale czego szukał.
-Książki, której nie mam.
Profesor McGonagall zamyśliła się na chwilkę, po czym powiedziała:
-Dobrze idę powiadomić dyrektora. Ty idź na lekcje...
Kate tylko kiwnęła głową na znak zgody. Powędrowała korytarzem pod salę obrony przed czarną magią. W końcu zadzwonił dzwonek i na korytarze wysypali się uczniowie. Do dziewczyny zaraz podbiegła Ana, aby zapytać co się właściwie stało. Kate opowiedziała jej wszystko, a kiedy skończyła przyleciał do nich Chris i też chciał wszystko wiedzieć. Kate nie miała już siły i jemu tego opowiadać, więc zrobiła to Ana. Później odeszli troszkę od tego tematu i Kate zrobiło się wyraźnie lżej, że już nie musi o tym gadać. Dzwonek oznajmił że zaczęła się właśnie lekcja. Wszyscy usiedli w ławkach. Do klasy weszła profesor Umbridge i zmierzyła wzrokiem klasę. Kate widocznie nie spodobała się jej ropusza twarz. Anie też, bo skrzywiła się znacząco, tak jak wtedy gdy jej brat-Peter, był oblany wymiocinami smoka w zeszłym roku. Później oznajmiła że nie będziemy na jej lekcjach nie będziemy używać czarów, co ożywiło bardzo klasę. Szczególnie Harry'ego, który zarobił minus dziesięć punktów i szlaban. Później dalej się rzucał, a profesor wręczyła mu jakiś rulonik i kazała komuś zanieść, ale Kate już nie słyszała komu. Kiedy Harry wyszedł poczuła że go rozumie, że wie jaki to ból. Tak jak on nie miała rodziców, mimo iż ona miała się gorzej, bo dobrze ich pamiętała. Pod napływem emocji powiedziała:
-Ale on nie kłamie!
-Gdzie ręka w górze panienko...
-Tood.- powiedziała z napływającą wściekłością.
-Więc, on kłamie i nikt z was nie może tego podważyć swoimi słowami. - powiedziała nadymając policzki jak żaba.
-Bo tylko pani zadanie się liczy?
-Gdzie ręka w górze panienko Tood?
-Musze trzymać ją pod krzesłem, żeby Pani nie przywalić!- krzyknęła, a emocje ją tak poniosły że wstała.
-Kate, nie....-jęknęła Ana.
-Co za zachowanie! Tydzień szlabanu panienko Tood. A teraz siadaj. Otwórzcie książkę i zacznijcie czytać pierwszy rozdział i żadnych rozmów!
Kate chciała jeszcze coś powiedzieć, ale Ana chwyciła ją za rękaw patrząc na nią błagalnym wzrokiem. Kate usiadła i udawała że czyta, a tak naprawdę przyglądała się tej wielkiej żabie jak siedzi przy biurku i skrobie coś na pergaminie. Obok niej Ana, od razu robiła notatki z przeczytanego materiału, a za nią Chris szczelał czymś w Parvati Patil. Ta co chwilkę obracała się z obrażoną miną, szukając winnego, ale nie śmiała sie odezwać, no bała się szlabanu. Po dwóch godzinach męki w końcu wyszli na zewnątrz. To była ich ostatnia lekcja, więc powędrowali do pokoju wspólnego Griffindoru. Kate nachyliła się nad białym pergaminem i próbowała nadrobić zaległe lekcje z dzisiaj. Pisała wypracowanie dla Snape'a, a kiedy skończyła wzięła się za sennik dla Trelawney. Nie bardzo wiedziała co napisać, bo nie pamiętała żadnego ze snów. Więc zaczęła przepisywać notatki z historii magii. Kiedy skończyła, zauważyła że w pokoju prawie nikogo już nie ma. Zauważyła Harre'go. Prze chwileczkę chciała z nim pogadać, ale poczuła takie zmęczenie, że wierzyła że nawet na to nie mu już siły. Poszła do pokoju i położyła się w łóżku. Pomyślała:"Jeszcze kilka takich dni i umrę". Zasnęła szybciej niż mogła się tego spodziewać. Śniło jej się że biega po Hogwarcie i woła kogoś, ale nie wiedziała kogo, bo z jej ust nie wydobywał się żaden dźwięk. Obudziła się w połowie snu i spojrzała przez okno. Księżyc był pięknie widoczny na niebie. Jutro miała być pełnia. "Tego nie można przegapić"- pomyślała. Stwierdziła że i tak już nie uśnie, więc zapisała w senniku swój sen. Później znów położyła się na łóżku i spuściła rękę i pogładziła nią podłogę. Myślała o Lupinie, miała nadzieję ze nie stanie się to co zawsze, bo nigdy nie pozwolą mu jej wziąć do siebie. Już od dwóch lat się o to stara. Ale wierzyła w niego. Miała wielką ochotę teraz do niego napisać. Miała tyle problemów. Ale wiedziała że nie może. Sam jej to powiedział, więc w końcu zrezygnowana, westchnęła i spojrzała w sufit. Zaczęła się zastanawiać, co to był za facet. Miał takie jasne włosy. Jak Malfoy. Może to był jego tata? Nie na pewno nie. Zatraciła się w tych myślach i znów ogarnęła ją fala zmęczenia, która przemieniła się w promieniujący ból na lewej ręce. Miała tam bliznę po zaklęciu, ale Bóg wiedział skąd ona się tam wzięła. Nigdy wcześniej nie bolała, a teraz miało jej rozerwać rękę. Kolejny powód by napisać do Lupina i znów nie było jak. W końcu usnęła. Następnego dnia rano, znaleziono jej miotłę na skraju zakazanego lasu. Było to niewątpliwie dziwne. Hogwart wydawał się już nie być bezpiecznym miejscem.

Brak komentarzy: