niedziela, 26 października 2008

Kate Tood i Biały Kruk cz.5



Rozdział piąty
Rodzice żyją w tobie


-Może chcesz usiąść Ben?-zapytał uprzejmie Dumbledore.
-Nie, dzięki.
Oparł się ręką o biurko i spojrzał znacząco na Kate. Ta wpatrywała się w misę w której wirowały nici wspomnień. Musiała przez chwilkę pomyśleć, ułożyć to wszystko w logiczną całość.
-Co się później stało z Melindą?-zapytała w końcu.
-Oczywiście wyszła za twojego dziadka. Ale kiedy urodził się twój ojciec, zmarła przy porodzie. Właściwie nic nie wiadomo, skoro żyła w tak magicznej rodzinie ktoś powinien ją uratować. Ale jednak tak się nie stało. Niestety żadnego wspomnienia z tego okresu nie mogę ci pokazać, bo żadne się nie zachowało. Kiedy umierała, ja byłem zajęty pracą w biurze aurorów, była tylko przy niej nasza matka. Ale od niej, nigdy prawdy się nie dowiedziałem. -opowiadał Ben.
-A co z moim ojcem?
-Żył normalnie. Ku uciesze mojej matki, twój dziadek Alexis Taylor zgodził się, aby jego syn miał nazwisko po matce. Nazwał go Neil Alexis Tood. Jakoś pogodził się z tym, że jego syn jest czarodziejem. Często zabierał go do mojej matki, a ta od najmłodszych lat opowiadała mu o magii. Pewnego dnia Alex poprosił mnie żebym został ojcem chrzestnym Neila. Bardzo się ucieszyłem i oczywiście od razu zgodziłem. Od tego czasu, byłem gościem w jego domu prawie codziennie. Pomagałem mu z synem, którego moce zaczęły się wymykać spod kontroli. W końcu skończył 11 lat i otrzymał list z Hogwartu. Moja matka była taka dumna. Zabrała go osobiście na zakupy i kazała informować o wszystkim co w Hogwarcie się dzieje. Chcesz zobaczyć jedyny list twojego ojca, jaki napisał do swojej babci?
Kate przytaknęła i patrzała jak Ben szuka czegoś w kieszeni. W końcu wyciągnął zwitek pergaminu, zapisany ściśniętym pismem.
-Ledwo udało mi się go uratować przed moją matką. Trzymaj.- powiedział i podał jej list.
Kate otworzyła do i ujrzała na środku wielką brązową plamę, po herbacie lub kawie. Była to zapewne pamiątka po reakcji Cecylii na przeczytany list. Atrament jednak się nie rozpuścił. Jej ojciec musiał używać atramentu odpornego na rozmazywanie, tak jak ona.
"Droga babuniu. Sądzę że to co opowiadałaś o tej szkole, to same kłamstwa. Jest tu mi o wiele lepiej, niż ty sądziłaś. Zresztą nic ci do tego co tu będę robił. Powiem ci tylko że trafiłem do Gryffindoru. Mam nadzieję że czytając to nie dostaniesz zawału, ze szczęścia oczywiście.
Twój kochany Neil"
Kate zaśmiała się.
-Twój ojciec to był buntownik. Nigdy nie powiedział niczego złego mojej matce w twarz, ale kiedy nie było jej przy nim... To robił wszystko, tylko nie to co ona mu kazała. Mimo to uczył się świetnie. Kiedy był w 7 klasie, poznał o rok młodsze od niego bliźniaczki. Tinę i Glorię Perry. Obie były w nim zakochane po uszy. Jak dobrze wiesz, twój ojciec zakochał się w Glorii, ożenił się z nią i w ten sposób urodziłaś się ty. I w ten sposób dochodzimy do faceta, który cię ostatnio odwiedził, że to tak nazwę.
Kate spojrzała na niego. To była ta rzecz na którą czekała najbardziej. Ben ciągnął dalej:
-W szkole, był pewien Ślizgon, imieniem
Kingley West. Skorzystamy z wspomnień dyrektora. Nie masz nic przeciwko temu?
-Nie, przeciwnie jestem rad ze mnie o to prosisz.
Dumbledore zajrzał do myślodsiewni, jakby szukał jakiegoś wspomnienia. Kiedy skończył chwycił Kate za ramiona i wepchnął do środka. Znów wszystko poczerniało. Wylądowała w znajomym jej miejscu. Był to korytarz, przy sali do zajęć Obrony przed Czarną Magią. Korytarzem przechodziło kilku roześmianych uczniów. I wtedy go zobaczyła. Jej ojciec stał oparty o ścianę, nie wiele starszy od niej samej. Uśmiechał się do stojącej przed nią dziewczyny, miała jasne blond włosy i bystre, brązowe oczy. Była to jej matka. Pomyśleć że 5 lat później urodziła się Kate, a już 9 lat później oboje nie żyli... Podeszła bliżej, aby usłyszeć co mówią. Jednak nie mówili nic. Patrzeli na siebie, w ciszy jakby rozumieli się bez słów. Nagle do jej ojca podszedł jakiś chłopak, za nim jeszcze trójka. Gloria odeszła troszkę dalej, widocznie nie chciała im przeszkadzać.
-James, świetnie zagrałeś ostatnio. Wybacz, ale jakoś nie miałem jak ci tego wcześniej powiedzieć.- powiedział Neil, bardzo podekscytowanym głosem.
-Gdyby nie ty, jako ścigający, to na pewno nie wygralibyśmy.- odpowiedział mu.
Miał czarne włosy i okulary. "Więc to jest ojciec Harry'ego?"-pomyślała Kate. Rzeczywiście był bardzo podobny, tylko oczy miał inne, a na czole nie miał blizny. Kate przez chwilkę patrzała na nich, w ogóle nie wsłuchując się w słowa. Przyjrzała się każdemu z osobna. Najpierw jeszcze dokładniej ojcu. Nie miał jeszcze blizn, włosy miał jakieś takie błyszczące. Był przystojny, ale nie mógł równać się z Syriuszem który stał koło niego. Nigdy by nie powiedziała że to on, gdyby ojciec Harry'ego nie wypowiedział jego imienia. Za nimi stał chłopak, o lekko zmęczonej twarzy i podkrążonymi oczami, oparty ramieniem o niskiego i troszkę krępego kolegę.
-Lunatyku nie opieraj się tak o Glizdogona, bo go przewrócisz.- powiedział Syriusz, przerywając rozmowę o Quidditchu.
Więc to był młody Lupin? Podeszła troszkę bliżej i przyjrzała się mu dokładnie. Rzeczywiście był bardzo podobny. Przez chwilkę pomyślała o czymś o czym nie myślała już od dawna. O tym że ten sam, tylko troszkę starszy Remus stara się ją zaadoptować. Ale w tej chwili uśmiechał się, bo Neil uderzył go lekko z pięści w rękę i wszyscy zaczęli się śmiać(Kate przypomniało się jak ona, tak samo rozśmieszyła Chrisa w pociągu). Śmiech ten przerwała wielka postać Dumbledora, który pojawił się nie wiadomo skąd za nimi.
-Dzień dobry, panie dyrektorze. Jak się pan dziś miewa?- zagadną go beztrosko Lupin.
-Dobrze, dziękuje ci Remusie. Taki piękny dzień, a piątka gryfonów siedzi w zamku?
-Panie profesorze, właśnie mieliśmy wychodzić, kiedy zatrzymał nas Neil.- James spojrzał znacząco na ojca Kate.
-Ja was?- zdziwił się.
Zaśmiali się znowu, a Dumbledore uśmiechnął się serdecznie. Bez słowa odszedł, ale zatrzymał się za rogiem. Minął do jakiś blondyn, o zielonych oczach i wściekłej minie. Spojrzał na niego karcąco, ale Ślizgon jakby go nie widział. Podszedł do ojca Kate i wyciągnął różdżkę. Neil spojrzał na niego, jak na jakiegoś dziwoląga.
-Masz jakiś problem,
Kingley?- zapytał James.
-Nie twoja sprawa, Potter! Ty i twoi koledzy, w ogóle mnie nie obchodzicie. Chodzi mi tylko o tego mieszańca tutaj.-pokazał na Neila.- Wy możecie sobie pójść.
-Tak się składa, że on też jest naszym kumplem.- stwierdził głośno Syriusz.
Neil wyciągną różdżkę i obracał ją nerwowo w palcach. Cokolwiek by się teraz stało, był na to gotowy. Reszta stanęła na plecami ojca Kate, też wyciągając różdżki, poza Glizdogonem, który odszedł parę kroków dalej, tak że nie było go widać. Nagle za nimi pojawiła się Gloria. Chodziła dokładnie tak samo jak Kate. Jej szata szeleściła pod wpływem szybkiego chodu. Odrzuciła wdzięcznie włosy i stanęła przed Neilem.
-Nic mu nie zrobisz, Kingley.- powiedziała stanowczo.
-Myślisz, że mnie pokonasz, Glorio? Mnie? Mnie pokona jakiś głupi Gryfon?
-Jakoś nie dawno nie byłam jakimś tam głupim Gryfonem.
Wzburzył się na te słowa... Poczerwieniał na twarzy i krzyknął:
-Gdybym chciał, to bym was wszystkich pokonał!
Kate spojrzała na niego z przerażeniem. Później spojrzała w kąt w którym stał Dumbledore. "Dlaczego on nic nie robi?!"- myślała.
-Wszyscy i tak wiedzą kim jesteś...-powiedział Lupin.
-No i co z tego? Przynajmniej wszyscy boją się mnie... W domu Slytherinu to jest bardzo dobrze przyjmowane.
-Ciekawe co by na to powiedział, twój opiekun, profesor Slughorn?- powiedziała Gloria.
-Na pewno nie był by zadowolony.- stwierdził z uśmiechem James.
West już nic nie powiedział, tylko uniósł różdżkę do góry, machnął i Gloria upadła na podłogę. "Zaklęcia niewerbalne" -pomyślała Kate. I zanim zza rogu wybiegł Dumbledore, na ziemie runął też Lupin, zwijając się z bólu, Jamesowi poleciała krew z nosa, bo Syriusz zrobił unik przed zaklęciem i uderzył do z łokcia, a ich przeciwnik wisiał powieszony za jedną nogę w powietrzu. Neil stał z różdżką wycelowaną prosto w niego. Ale on nie bał się wcale, za to uśmiechał się.
-Tak zrób to, a wylecisz z tej szkoły...- powiedział głośno West.
-Ty już wyleciałeś, z tego co myślę.- powiedział z taką złością Dumbledore, jakiej jeszcze nigdy nie słyszała Kate z głosie dyrektora.
Stał za nimi z zatroskaną twarzą. Ślizgon zaśmiał się na cały głos.
-Ta szkoła już nic dla mnie nie znaczy.
Uwolnił się i skoczył przez okno. Neil i Dumbledore, zaraz doskoczyli do parapetu i wychylili się. Jednak on jakby rozpłyną się w powietrzu. Neil podbiegł do Glorii i kucnął przy niej. Na całe szczęście, to była tylko Drętwota. Rzucił jedno zaklęcie, a Gloria zaraz usiadła i rzuciła mu się na szyję. Dumbledore naprawił Potter'owi nos. Syriusz przepraszał go, a Lupin właśnie próbował usiąść opierając się o ścianę.
-Użył zaklęcia niewybaczalnego?- zapytała Kate na głos.
-Tak, na Lupinie.- odpowiedział ktoś za nią.
Przestraszyła się, ale kiedy odwróciła głowę ujrzała Bena, więc odetchnęła z ulgą.
-Sądzę że tyle nam wystarczy.- powiedział Dumbledore i chwycił ją za ramiona.
Znów znalazła się w gabinecie. Spojrzała wściekle na dyrektora.
-Dlaczego pan nic nie zrobił!? Dlaczego?!-krzyknęła.
Dyrektor nadal był tak samo spokojny, jak przedtem.
-O to samo zapytała mnie twoja matka, nawet tym samym tonem. To był mój błąd. wybacz mi, ale nie przeszło mi nawet przez myśl, że on użyje jakiegoś zaklęcia niewybaczalnego. - tłumaczył się.
-Chciał zabić twojego ojca, ale nie zdążył. Szybko zareagował.-powiedział Ben.
-Ale, dlaczego oni się tak nie lubili?- zapytała Kate, kiedy ochłonęła troszkę.
-Po pierwsze, twój ojciec zawsze był lepszy od niego. Po drugie chodziło o Glorię. Od 5 klasy zaczęli sobie skakać do gardeł. A on został śmierciożercą. W końcu udało mu się zabić ich oboje. Teraz chce się pozbyć też ciebie. Ale najpierw chce dostać książkę, o magii o jakiej mu się nawet nie śniło. A jest ona twoją własnością.
-Moją?- zapytała, jakby chciała się upewnić.
-Tak. Ta książka zawiera zaklęcia, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Są one związane z wodą. Twój ojciec dostał ją ode mnie, a ty powinnaś ją dostać od niego. Ale niestety nie zdążył ci jej dać. Schował ja gdzieś i nie wiem nawet gdzie. Przeszukałem już nawet cały twój dom.
-Mój dom?
-Tak ,twój dostałaś go w spadku. Zresztą jesteś strażnikiem tajemnicy. Jeśli ty komuś nie zdradzisz gdzie on jest, nikt go nie znajdzie. Nawet nie będzie widoczny. Stoi na rogu ulicy, więc wszyscy myślą że ten poprzedni jest ostatnim.
-Tak naprawdę wiem jak wygląda bycie strażnikiem tajemnicy...- powiedziała.
Ben znów pogrzebał w kieszeni i wyciągnął bransoletkę. Było na niej kilka przeźroczystych kryształków. Kate wzięła ją od niego i nałożyła na palce prawej ręki. na początku nie chciała przejść, ale później sama dostosowała wielkość do ręki Kate. Kryształki nagle zmieniły kolor na fioletowy.
-O jesteś zaciekawiona albo niezdecydowana. Robota goblinów. Nigdy nie zardzewieje, a kryształki zmieniają kolor zależnie od twojego nastroju. Należała do twojej matki. Istnieją chyba tylko dwie takie, drugą ma albo miała Tina. Właściwie nie wiadomo co się z nią stało, zniknęła kiedy przyprowadziła cię do ministerstwa. -odpowiedział na nie zadane jeszcze pytanie Kate.
-Słuchajcie kończy nam się czas, mieliśmy wszystko załatwić do obiadu.- powiedział Dumbledore.
-Tak, wiem. Posłuchaj teraz okaże ci naprawdę krótkie wspomnienie.
Znów wyciągnął jedno wspomnienie i strzepnął je do misy. Kate znowu zanurzyła się i spadała w ciemności. Znalazła się w jakiś pomieszczeniu. Blade światło na postacie dawały tylko świecie. Ujrzała zamazaną postać matki, która leżała na piersi jej ojca i szlochała cicho. Ben ściskał jej ramiona i szeptał do ucha słowa pocieszenia.
-Pogryzł go wilkołak. Jesteśmy w szpitalu świętego Munga.- powiedział Ben spokojnie.
Nagle sytuacja się zmieniła. Wszystko jakby zniknęło i pojawił się salon, z kominkiem i kilkoma fotelami. Na jednym z nich siedziała jej matka. Była na pewno w ciąży, a Kate zaraz zrozumiała że to ona, jako nienarodzone jeszcze dziecko. Z kominka wyszedł Ben, bardzo podobny do tego który stał obok niej, tylko że nie miał jeszcze tylu białych włosów.
-I co?- zapytała Gloria.
-Dumbledore mówi, że zaraz powinien wrócić. Nic mu sie będzie nie martw się.
Kate spojrzała na prawą rękę matki. Miała na niej tą samą bransoletkę, co ona teraz. Kryształki były koloru brązowego... Nie wiedziała co to znaczy, ale pewnie nic dobrego. Jej matka, trzymała z ręce różdżkę i obracała ją w palcach. Nagle na placu coś huknęło raz, drugi, trzeci... Ktoś deportował się przed domem. Gloria wstała i pobiegła do drzwi, wybiegła na zewnątrz i trzasnęła nimi przeraźliwie. Ben aportował się z salonu. Znowu coś huknęło i był już na podwórzu. Kate podbiegła do drzwi, ale zauważyła że nie może chwycić klamki. Przebiegła przez drzwi jak duch i zdążyła zobaczyć jak jej matka ratuje Neilowi życie, unieruchamiając dwóch śmiercożerców, zanim ktoś inny zdążył nawet mrugnąć. Rzuciła mu się w ramiona i oparta na nim wróciła do domu. Wszystko poczerniało i Kate wróciła do rzeczywistości.
-Pomyślałem, ze nie ma potrzeby czekania i tłumaczenia tego co stało się w szpitalu, więc od razu przeszliśmy dalej. -powiedział Ben.
-Moja mama, był wspaniała.-stwierdziła cicho.
-Tak była bardzo do ciebie podobna. Macie takie same charaktery i umiejętności. Niestety to już wszystko co mam ci do pokazania.
-A co z Cecylią?
-Została zabita tydzień później razem z moim ojcem. Oczywiście przez ludzi Sama-Wiesz-Kogo. Ale i tak sądzę że maczał w tym palce West.
Zapadła cisza, a Kate myślała nad pytaniami jakie by jeszcze zadać. Aż w końcu wymyśliła.
-Po czym mam tą bliznę na lewej ręce?
-To od różdżki Westa. Nie jeden raz chciał was wszystkich załatwić. Kiedy miałaś może z rok, dostał się do twojej sypialni, a koniec jego różdżki był ciepły od rzucanych zaklęć na twoich rodziców. Zamachnął się i uderzył o twoją rękę i kawałek trzonu został w twoim ciele i zrosną się z nim. Nie będę się dziwić, jakbyś czuła że on rzuca nią jakieś zaklęcia. Ale wracając do tego dnia, kiedy ci to zrobił... Niestety miał pecha, bo akurat byłem w pobliżu. Ale znowu uciekł.- opowiedział jej Ben.
Jakie ona miała szczęście, że wtedy akurat poszła z ciotką na spacer... Bo i jej by teraz nie było. Nie wiedziała już co mówić, się spojrzała za okno. Dumbledore schował myślodsiewnię i usiadł za biurkiem.
-Wróć już na lekcje kochana.- powiedział dyrektor.
Kate przytaknęła, przy drzwiach rzuciła krótkie: "dowiedzenia" i wyszła. Stwierdziła że zdąży jeszcze na lekcje Obrony przed Czarną Magią. W ogóle nie mogła się skupić, na tym co mówi do niej Umbridge... Ana, cały czas wypytywała ją o to, co robiła u dyrektora. Jednak dopiero po lekcjach, opowiedziała jej i Chrisowi wszystko. Na kolacji nie odzywała się prawie wcale. Nie przespała prawie całej nocy, rozmyślając nad tym wszystkim. Usnęła grubo po północy, a wstała zaraz po świcie. Była tak zmęczona, że po zakończonych lekcjach, poszła się troszkę przespać. Wstała dopiero na kolację, a po niej zaczęła pisać wypracowania i notatki. Skończyła późno w nocy. Nawet nie miała szansy pomyśleć o tym wszystkim co się poprzedniego dnia stało. Ani o tym całym West'cie. Nadal nie miała pomysłu w jakie zwierze on się zmienia.

1 komentarz:

szarkot pisze...

świetnie piszesz, zastanawiam się czy jakbyś wszystko pisała w jakimś dokumencie na komputerze a pod koniec wysłała do jakiejś redakcji napewno byś wydała książke, może nie koniecznie związaną ze światem Harrego P. ale z Twoim wymyślonym światem. Czyż to nie cudowne uczucie widzieć że jakaś całkiem obca Ci osoba czyta Twoją książke?? Marzę aby napisać książkę ale ja nie mam do tego talentu. Próbuje to zrobić od kiedy nauczyłam się pisać ale nigdy mi nie wychodzi a to z dwóch prostych przyczyn. Po pierwsze za mało znam słów i nie układam sensownych wyrażeń, miedzy moimi zdaniami nie ma związku ale to się da naprawić jak się przyłożę i zacznę ćwiczyć. Za to moim drugim problemem jest lenistwo i niewytrwałość, zacznę coś pisać ale tego nie kończe z jednej przyczyny. Poprostu za szybko nudzi mi się jeden pomysł i przychodzą następne - mam ich całe mnóstwo. Jedyne co mi dobrze wychodzi to rysowanie map. Uwielbiam to robić. Planuje tam wszystko i jest tam mnóstwo rzeczy które przydałyby się do napisania książki. Lecz wracając do Ciebie masz ogromny talent i wierze w Ciebie. Ogromny szacunek dla Ciebie! I pisz tak dalej :D I sorry że się rozpisałam xP